03.02.2010

„Newsweek”, Łowy na głowy

Od dawna nie było wśród wrocławskich studentów emocji takich jak ostatnio. I nie chodzi o rozpoczynającą się sesję egzaminacyjną. W połowie stycznia McKinsey, jedna z czołowych globalnych firm doradztwa biznesowego, rozpoczęła akcję rekrutacyjną na uczelniach stolicy Dolnego Śląska.

Od dawna nie było wśród wrocławskich studentów emocji takich jak ostatnio. I nie chodzi o rozpoczynającą się sesję egzaminacyjną. W połowie stycznia McKinsey, jedna z czołowych globalnych firm doradztwa biznesowego, rozpoczęła akcję rekrutacyjną na uczelniach stolicy Dolnego Śląska. Pilnie szuka około stu pracowników do uruchamianego tu ośrodka badawczo-rozwojowego, który będzie czwartym na świecie tzw. centrum wiedzy tej firmy, pracującym na rzecz jej konsultantów w ponad pięćdziesięciu krajach. Najlepsi studenci i absolwenci wrocławskich uczelni – oprócz specjalistów z zakresu m.in. telekomunikacji, motoryzacji, transportu, ochrony zdrowia i farmacji – będą tworzyć kadrę nowego centrum. Nie dziwnego, że Krzysztof, świeżo upieczony absolwent informatyki na Politechnice Wrocławskiej, i jego dziewczyna Anka, kończąca w tym roku biotechnologię na uniwerku, mają wielkie nadzieje na otrzymanie ciekawej pracy w McKinseyu, która powstrzyma ich przed wciąż rozważanym wyjazdem na saksy do Londynu. Inwestycja McKinseya to typowy outsourcing, jedna z najbardziej dynamicznych w ostatnich latach gałęzi światowej gospodarki, zwiększająca obroty w tempie 20-30 proc. rocznie. Kryzys to dla nich wiatr w żagle, bo firmy szukają oszczędności wszędzie, gdzie się da. Outsourcerzy zapewniają takie oszczędności. Specjalizują się w tych sferach działalności, które choć niezbędne do funkcjonowania każdego przedsiębiorstwa, jak np. księgowość czy płace, nie są trzonem jego biznesu. Zrobią to taniej, szybciej i zwykle lepiej niż samo przedsiębiorstwo, dzięki czemu może skupić się na tym, w czym jest najlepsze.

Jeszcze z początkiem dekady w branży outsourcingu krążyły dowcipy, że wkrótce przejmie ona od firm wszystko poza zarządem, strategią i technologią, co wielki biznes kwitował wzruszeniem ramion. Dziś, gdy na zewnątrz zleca się nie tylko obsługę sieci informatycznej, księgowość, rekrutację i płace pracowników, zaopatrzenie, a nawet zarządzanie siecią sprzedaży i usprawnianie całych procesów biznesowych, nikt już nie wątpi w potencjał rozwoju tego sektora. Jego główni gracze żartują, że stworzenie strategii dla firmy, przekazanie jej technologii, a nawet wynajęcie zarządu to dla nich bułka z masłem. I szukają po całym świecie najdogodniejszych miejsc dla swej działalności, zwracając uwagę głównie na dostępność wykwalifikowanych kadr i koszty ich pracy. A Polska coraz bardziej zyskuje w ich oczach jako miejsce lokowania centrów bardziej zaawansowanych, a więc i bardziej dochodowych usług.

W ostatnich miesiącach przeżywamy prawdziwą inwazję globalnych outsourcerów. Gigant informatyczny IBM, mający już centrum usługowe w Gdańsku, dopiero co zdecydował o uruchomieniu w Polsce dwóch kolejnych ośrodków. We Wrocławiu, który wygrał ostrą rywalizację m.in. z Kairem i Bukaresztem, docelowo ponad 3 tyś. specjalistów będzie świadczyło usługi informatyczne > i finansowo-księgowe na rzecz samego IBM oraz innych światowych koncernów. W Krakowie natomiast IBM otworzył już pierwsze w naszym regionie tzw. centrum innowacji w biznesie. Amadeus – obecny w ponad 70 krajach dostawca systemów zarządzania dla branży turystycznej – otworzył właśnie w Warszawie Solution Centre i rozpoczął łowy na pracowników z wykształceniem technicznym, ekonomicznym i humanistycznym, którzy mają obsługiwać biura podróży i linie lotnicze w większości krajów Europy. Pochodząca z Francji grupa Atos Origin, globalny integrator systemów IT, mający obsługiwać m.in. Igrzyska Olimpijskie w Vancouver, Soczi i Londynie, do polskich przyczółków w Warszawie i Wrocławiu dodała Bydgoszcz, gdzie w tym roku zatrudni ponad 200 osób. Podobnie Cap Gemini, światowy potentat w konsultingu, a zarazem największy outsourcer w Polsce, zatrudniający u nas prawie 4000 osób, uruchamia właśnie nowe centrum w Katowicach, które będzie obsługiwać globalnych klientów tej firmy, m.in. w zakre¬sie księgowości, usług bankowych i logistyki. Kolejne setki specjalistów zatrudni w Krakowie Hewitt Associates, tworząc tu jedno ze swych głównych centrów zarządzania zasobami ludzkimi (HR) w Europie, a Hewlett-Packard potrzebuje ponad tysiąca osób w swych ośrodkach w Warszawie i Wrocławiu, bo poszerza zakres świadczonych usług, dotąd głównie księgowo-płacowych, o marketing i planowanie strategiczne. Lista wydłuża się z miesiąca na miesiąc. W drugiej połowie 2009 roku Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIilZ) prowadziła rozmowy w sprawie nowych centrów usług z prawie 20 inwestorami. Także z włoską grupą UniCredit, która zdecydowała już o uruchomieniu w Szczecinie centrum kompetencji w zakresie tzw. back-office (głównie usługi finansowo-księgowe), skąd będzie obsługiwać europejskich klientów. Pojawiają się też nowi, globalni klienci firm outsourcingowych działających w Polsce. Australijski Rio Tinto, jeden z największych w skali globu koncernów wydobywczych (od węgla przez miedź po diamenty), w grudniu zlecił prowadzenie swych usług księgowych Infosys BPO Poland, filii hinduskiej firmy outsourcingowej Infosys, jednej z największych na świecie.

Czy ta ekspansja centrów usług to pierwszy wyraźny krok w awansie Polski z kraju taniej siły roboczej o podstawowych kwalifikacjach, w którym zagraniczni potentaci lokowali dotąd zakłady produkcyjne, na wyższą półkę globalnego biznesu? Niektórzy, jak Sławomir Majman, szef PAIilZ, twierdzą, że już jesteśmy głównym zagłębiem usług biznesowych Europy. Jednak rzut oka na światowy rynek outsourcingu skłania do większej pokory. Jego roczne obroty sięgają już 700 mld dol., z czego ponad jedna trzecia przypada na usługi IT. Wartość polskiego rynku, szacowana na 2 mld dol., nie uzasadnia więc snów o potędze. Centra outsourcingu lokowane są głównie w największych ośrodkach akademickich krajów, w których informatykom i programistom, księgowym czy analitykom można zapłacić przynajmniej dwa, trzy razy mniej niż w Europie i USA, a w prostszych usługach, jak call center, koszty pracy są jeszcze niższe. Nie przypadkiem na potęgę globalnego outsourcingu wyrosły Indie. Uczelnie Bangalore, Delhi i Mumbaju opuszcza rocznie prawie milion studentów, w dwóch trzecich po kierunkach technicznych, a średnia płaca specjalisty waha się miedzy 300 a 400 dol. Obroty outsourcingu w sektorze IT w każdym z tych miast szacuje się na 5-10 mld dol. rocznie. Tym samym tropem podążają Filipiny, Tajlandia i Malezja, a ostatnio boom usługowy dotarł do Chin, Brazylii, Meksyku, a nawet Egiptu.

Nasze szansę w globalnej rywalizacji nie są duże. Ale też nie powinniśmy się mierzyć z Azją, zwłaszcza w standardowych usługach outsourcingu. Jesteśmy na to zbyt drodzy, z wynagrodzeniem przynajmniej tysiąca dolarów dla księgowego i o połowę wyższym dla doświadczonego programisty. Nasze atuty i perspektywy w outsourcingu dotyczą Europy i koncentrujących tu działalność koncernów, dla których bliskość geograficzna, a także kulturowa obsługujących je centrów bywa nie mniej istotna niż koszt pracy (z grubsza o dwie trzecie niższe u nas niż w starej Europie przy zbliżonym poziomie wykształcenia i kwalifikacji). – Europa woli być obsługiwana przez Europejczyków. A naszym atutem jest największa w regionie dostępność specjalistów, w tym kadry zarządzającej średniego szczebla, mającej doświadczenia w międzynarodowych firmach i zaszczepioną tam kulturę pracy, nie do przecenienia w bardziej zaawansowanym outsourcingu – mów Krystian Bestry, dyrektor zarządzający Infosys BPO Poland, który sam zaczynał od usług księgowych, a teraz śmiało wchodzi w konsulting i audyt. Istotny dla naszych szans w Europie jest też fakt, że w czołowych ośrodkach akademickich w Polsce nie ma problemu ze stworzeniem centrum usług, którego pracownicy będą się posługiwać kilkoma, a nawet kilkunastoma językami, podczas gdy w Azji jest to zwykle monokultura anglojęzyczna. Mury naszych uczelni opuszcza rocznie około 400 tyś. absolwentów, kilka razy więcej niż w konkurujących z nami o centra usług Czechach, na Słowacji, Węgrzech czy w Rumunii. Owszem, minusem jest u nas struktura wykształcenia, z dominacją kierunków humanistycznych nad technicznymi, ale i ta różnorodność wiedzy i kwalifikacji przydaje się outsourcerom, stale poszerzającym zakres świadczonych usług. Nie przez przypadek Kraków, nasze czołowe centrum edukacji, zajął czwarte miejsce na świecie (i pierwsze w Europie!) w rankingu miast najbardziej atrakcyjnych dla globalnego outsourcingu, ogłoszonym niedawno przez międzynarodową firmę doradczą Tholons. Dał się wyprzedzić jedynie filipińskiemu Cebu oraz Pekinowi i Szanghajowi, i zajął czołowe lokaty w kategoriach: centra wielojęzykowe, finanse i księgowość oraz analizy biznesowe. Nie dziwnego, że centra usługowe ulokowało tu ponad 30 zagranicznych firm, dając pracę 16 tyś. osób.

Jako kraj też już dobijamy do europejskiej czołówki outsourcingu. Prawie 50 tyś. zatrudnionych i 2 mld dol. obrotów to z grubsza 6 proc. wartości tego rynku na Starym Kontynencie. W tym roku mamy szansę wyprzedzić Rosję, koncentrującą się na usługach IT, a w ciągu trzech, czterech lat zatrudnienie i obroty w tym sektorze mogą się podwoić, co pozwoliłoby nam dogonić lidera – Wielką Brytanię. Nasze szansę nie ograniczają się zresztą do wzrostu skali usług świadczonych przez zagraniczne centra ich europejskim czy globalnym klientom. Duże rezerwy tkwią w rodzimym biznesie, który do niedawna podchodził do outsourcingu jak pies do jeża. W efekcie tylko co trzecia z naszych firm korzysta z outsourcingu i to zazwyczaj tylko w zakresie IT. No i sporo na tym tracą. Prosty przykład. Statystyczne polskie przedsiębiorstwo poświęca – według danych firmy doradczej PricewaterhouseCoopers – ponad 400 godzin rocznie na dopełnienie samych tylko formalności podatkowych. W Irlandii, gdzie robią to niemal wyłącznie firmy zewnętrzne, zajmuje to 76 godzin, co oznacza duże oszczędności.

Na polskich klientów liczą nie tylko zagraniczni outsourcerzy. Także rodzimi, którzy w ostatnich latach coraz śmielej rozpychają się na rynku. – Nie mamy respektu ani kompleksów wobec zagranicznych firm. Większość z nich bijemy jakością i szybkością usług, bazujących na nowoczesnej technologii – mówi Konrad Rochalski, prezes ArchiDoc, spółki specjalizującej się w zarządzaniu obiegiem dokumentów w firmach, w tym ich digitalizacji. Z ich usług, które Rochalski określa jako „biuro bez papieru", korzystają m.in. bank ING, TP SA, Warta oraz potentaci energetyki RWE i Tauron. Sporą dynamikę rozwoju notuje też w ostatnich latach giełdowa Arteria, która ponad pięć lat temu zaczynała od tworzenia call center, konsekwentnie poszerzając ofertę m.in. o obsługę baz danych firm oraz zarządzanie siecią sprzedaży klientów. W tym czasie jej przychody wzrosły z kilkunastu do 130 min zł, spółka przejmuje mniejsze podmioty- z branży, a w planach ma poszerzenie usług o telekomunikacyjne i finansowe.

Jeszcze ambitniejsze plany ma Target BPO z Łodzi. Jego prezes, 35-letni Łukasz Gajewski, 10 lat temu zaczynał od marketingu bezpośredniego, szkolenia hostess i organizowania eventów dla firm z udziałem aktorów. Dziś jego spółka specjalizuje się w tzw. outsourcingu sił sprzedaży, będącym dla przedsiębiorstw alternatywą budowania własnej sieci. – Sprzedaż, jeśli nie jest głównym obszarem kompetencji firmy, może wręcz hamować jej rozwój. Przejmujemy to w całości od klientów; Nasze usługi dają im nierzadko 30-40 proc. oszczędność kosztów, a jednocześnie poprawę wyników sprzedaż) – zapewnia Gajewski. Wśród klientów Target BPO, który zatrudnia już ponad 1100 osób, są m.in. Polkomtel, Żywiec, FoodCare, Mars i Tchibo. Niedawno spółka poszerzyła usługi o księgowość, kadry i płace oraz kontroling finansowy, jako pierwszy polski outsourcer wyszła z nimi za granicę, do Skandynawii. Ma już klientów na usługi księgowe w Danii, gdzie koszty pracy księgowych są cztery razy wyższe. A dbając o przyszłe kadry, Gajewski, będący również prezesem Fundacji Instytut Outsourcingu, przyczynił się do uruchomienia na Uniwersytecie Łódzkim pierwszego w kraju kierunku studiów podyplomowych w tej dziedzinie.

Kto wie, może za kilka lat polscy outsourcerzy, podobnie jak startujący kiedyś od zera potentaci hinduscy, zaczną tworzyć centra usług na świecie. Na razie cieszmy się z ofensywy zagranicznych graczy nad Wisłą, oferujących młodym, wykształconym Polakom alternatywę poszukiwania godziwej pracy na obczyźnie. Zamiast góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry.

 

Miłosz Węglewski

Udostępnij